Co do depilacji bikini?
Zdecydowanie krem. Choć znam osobiście osoby, które wolą depilować się depilatorem elektrycznym – tego sobie nie wyobrażam, bo depilacja takim urządzeniem jest moim zdaniem jedną z najboleśniejszych metod depilacji. Każdy z nas ma jednak inny próg tolerancji bólu więc sądzę, że i w tym przypadku nasze odczucia mogą się bardzo różnić.
Dlaczego do depilacji bikini wybieram krem? Dlatego, że jego użycie jest łatwe i bezproblemowe. Dodatkowo wybieram taki kosmetyk, który opóźnia porost włosów. Włoski odrastają po nim cieńsze i słabsze i znacznie łatwiej rozjaśnia je słońce. W efekcie, w okresie letnim stają się one prawie niewidoczne nawet gdy odrastają.
Do depilacji bikini stosuję krem również dlatego, że po nim nie mam żadnych podrażnień (wybieram kosmetyki dla osób o wrażliwej skórze) i nie wrastają mi po nim włoski, co jest też ogromnym ułatwieniem, tym bardziej, że moje włosy, nawet przy prawidłowo przeprowadzonej depilacji woskiem czy po goleniu (rzadko przyczyniającym się do powstawania podrażnień) miały zawsze spore tendencje do wrastania. Do dziś mam po nich kilka przebarwień, które pozostały po stanach zapalnych.
A może laser?
Do depilacji bikini nadaje się też depilator laserowy choć ja osobiście skorzystać z niego nie mogę, bo nie pozwala mi na to kolor włosów, które z natury niestety są jasne. Sądzę jednak, że w sprzyjających warunkach to jedna z lepszych alternatyw, bo nie ma to jak trwała depilacja i możliwość skutecznego pozbycia się włosków na długie lata a może i do końca życia? Kto wie… Mieszki włosowe mogą się co prawda regenerować, ale przecież nie regenerują się u wszystkich osób, które zdecydowały się poddać depilacji laserowej.
A wy drogie Czytelniczki zaglądające na bloga jakie metody depilacji wybieracie podczas depilacji bikini? Może wolicie wosk albo pastę cukrową? Ta ostatnia opcja też jest bardzo kusząca. Podobno odrasta po niej mniej włosków, a i wrastanie nie jest aż tak intensywne po paście cukrowej jak po wosku czy depilatorze elektrycznym.